• działanie

    Współczuję tym ludziom. Jeśli mieli wybór ekonomiczny to tymbardziej. Wszyscy wisimy na kredytach a spieniężenie domu w odległości 25-30 km od dużego miasta to spory problem. Po co kupować gotowy skoro każdy myśli że sam wybuduje sobie lepszy i taniej. Obserowałem parę ze sporymi perypetiami w związku próbującą sprzedać dom. 1 próba - z zyskiem, 2 po kosztach 3 z minimalną stratą - 0 zainteresowania. Terapia małżeńska okazała się tańsza. W tym czasie obok wybudowały się 4 domy w okolicy ok. 20. A mieszkanie w dużym mieście sprzedasz sprawnie - chyba że kogoś wrobili w kredyt we frankach - to dopiero są dramaty jak się ludziom związki sypią. Posiadanie domu to styl życia a nie tylko miejsce do spania. Jeśli ktoś tego nie czuje, to dom stanie się jego koszmarem.  Oczywiscie jak to w Gazecie sa tylko 2 alternatywy. Albo dom za million w miescie, albo dom 20-30 km za miastem. Pomiedzy przeciez nic nie ma i nie da sie mieszkac tak jak ja okolo kilometra za granicą Krakowa gdzie domy sa juz wyraznie tansze niz w "miescie" (jakies 20-25%) a komunikacja caly czas znosna. W moim przypadku dochodzi okolo 10-15 minut autem do miejsca gdzie wczesniej mieszkalem w bloku albo okolo 10-30 minut wiecej autobusem zaleznie od tego jaka sie zlapie przesiadke. A faktycznie w cenie niewiele wyzszej niz 60 metrowe mieszkanie kupilem 2 x wiekszy domek z malym bo malym ale jednak ogrodkiem. Dla mnie jest to warte tych 30 minut dziennie w aucie. Szczegolnie, ze per saldo liczba kilometrow ktore robie miesiecznie autem nie wzrosla mimo, ze do pracy doszlo 5 kilometrow w jedna strone. Wynika to glownie z tego, ze teraz zakupy robie w Biedronce do ktorej mam 500 metrow a wczesniej jezdzilem "po galeriach" bo byłe "po drodze" gdzie schodziło 3 x więcej czasu. pieniędzy już nie wspominając. No i dodam, ze wreszcie mam światłowód którego nie mogłem się doczekać "w mieście" I Wieś:

    plusy - większy metraż

    -swoboda dziecka - ja praktycznie nie bywałem w domu. Zabawy na podwórku, gry w piłkę, sanki, jezioro. Super sprawa tak do 10 roku życia.

    - minusy - do podstawówki miałem 5 km. Niezależnie o której zaczynały się lekcje musiałem być o 7.15 w szkole. Powrót o 15. Często wracałem piechotą. Gdy Warszawa usługi  wuko  była pogoda "akuratna" to ok. Gorzej gdy padał deszcz, była wichura, śnieżyca lub upał.

    Do ogólniaka miałem 20 km. Z przesiadką. Najpierw 5 km i na styk kolejny autobus. Jeśli się nie wstrzeliłem, to pójście na stopa, bo następny autobus za 3 godziny. Powrót praktycznie niemożliwy - 15 km jednym autobusem można było jakoś załatwić. Na przesiadkę trzeba zaś było czekać 3 godziny. Tragedia. Najbliższy kolega z ogólniaka 5 km. W razie choroby załatwienie lekcji było ciężkie.

    - zima - pobudka o 5.30. Przed wyjściem do szkoły trzeba było brać łopatę i odśnieżyć chociaż wyjście z domu do drogi. Niedużo bo tylko 30 m.

    - pozostałe pory roku przeklęty i znienawidzony przeze mnie i siostrę ogród. Wiosną siew, przekopywanie. Następnie pielenie a potem zbiory. Dodatkowo jedzenie tego co jest. Jak sezon na sałatę, to cały czas sałata, bo nie może się zepsuć. Potem ogórki przez 2-3 tyg pod różnymi postaciami. Następnie pomidory...

    - w końcu lat 80 wymogliśmy na rodzicach postęp - kawałek trawnika na grilla. Niestety dochodziło podlewanie, koszenie i nawożenie. Zawsze zazdrościłem kolegom z miasta. Miasto do którego jeździlem do ogólniaka miało ok. 10 tys. mieszkańców.

    Miasto:

    - plusy - jeśli wybierzemy dobre miejsce zamieszkania, to mamy w pobliżu park, szkołę, przedszkole dla dziecka. Do szkoły wychodzę z synem o 7.55. Na 8 zdążamy bez problemu. O 15.15 żona wraca z pracy. Ma 10 min. tramwajem. Ja dojeżdżam na 9 rowerem, lub idę pieszo. Mam 1,5 km. 

    - w zasięgu wzroku sklepy typu Lidl, Biedronka, Netto, Aldi.

    - na dole w bloku warzywniak

    Minusy:

    - trzeba bardziej uważać na młodsze dzieci

    - możliwość wpadnięcia dziecka w złe towarzystwo

    - mieszkanie w bloku - trzeba się bardziej liczyć z sąsiadami. Wysłuchiwać czasem imprez, oraz uważać aby nie być za głośnym

    Podsumowując - ja jako dziecko nienawidziłem życia wiejskiego. Dlatego mieszkam w mieście. Dodatkowo zakup mieszkania był przemyślany, aby na osiedlu była cała infrastruktura oświatowa, wypoczynkowa (2 orliki, 2 boiska do kosza, 3 place zabaw oraz park)

    Do tego dojazd tramwajem 10 minut do centrum. Jako dziecko miałem żal do taty, że nie miał czasu pograć ze mną w piłkę, pójść na trening, bo zawsze było coś po jego pracy do zrobienia w domu / ogrodzie. Teraz cenię sobie możliwość przejażdżek rowerowych, gry w piłkę na orliku, gry w planszówki zimą.

    To nie dla typowego korpoludka, który w domu tylko śpi, a musi obok mieć fitnesy, starbuksy itp. wielkomiejskie symbole.

    Owczy pęd pod miasto się skończy w ciągu dekady - tak jest w lepiej od nas rozwiniętych krajach.


  • Commentaires

    Aucun commentaire pour le moment

    Suivre le flux RSS des commentaires


    Ajouter un commentaire

    Nom / Pseudo :

    E-mail (facultatif) :

    Site Web (facultatif) :

    Commentaire :